piątek, 13 maja 2016

Mysz

No i mamy nowego lokatora, a raczej lokatorkę....
Dziergałam sobie na szydełku nowy pojemnik na kredki. Miał być domkiem w kształcie grzybka. Pomyślałam, że idealnym lokatorem mogłaby być myszka. Zakupiwszy zatem włóczkę typu moher, zabrałam się do roboty. 
Kiedy moja córcia zobaczyła główkę i te słodkie oczy, od razu się zakochała w tej myszy, co to jeszcze nawet uszu nie miała. "Jaki ślićny, to dla mnie?" No i co miałam powiedzieć? Chore od tygodnia to moje dziecię. Smutne bo w domu siedzi. "Tak, to dla Ciebie" - powiedziałam. Zanim Helenka obudziła się z poobiedniej drzemki dokończyłam myszkę. Może nie do końca. Brakuje wąsów i noska. Córcia jest zachwycona bez względu na braki. Ja natomiast, wiem już co i gdzie poprawić robiąc kolejną.
Myszka dostała imię PIPI i jak to myszka kręci się po domu.....







4 komentarze: