sobota, 30 kwietnia 2016

Piórnik na biurko lub pojemnik na kredki

I co mam napisać, że obraziłam się na czarną włóczkę? Może i tak. Chyba pierwszy raz w życiu rzuciłam szydełkiem. Dziergałam właśnie "czarną" łapkę i pod koniec zorientowałam się, że cały dzień pracy poszedł na marne bo zrobiłam błąd w liczeniu oczek. W złości wyjęłam różową włóczkę (bo była z tych jasnych barw) i wymyśliłam sobie piórnik na biurko. Moja świętej pamięci teściowa pewnie powiedziałaby, że kiedyś śmiałam się z jej zbierania różnych pudełek i "przydasi", a teraz sama zbieram wszystko jak leci. Tym razem padło na puszki po pomidorach. Przerobiłam jedną, a potem drugą...
Może kiedyś przydadzą się na upominek....







niedziela, 24 kwietnia 2016

Maja

Chyba wpadłam w jakieś zajęcze sidła. Skończyłam czerwoną zajęczą panienkę, a tu pcha się kolejna. Dostałam buciki, idealnie pasujące na te śliczne zajęcze łapki i już w głowie zrodził się pomysł na kolejną, tym razem wystrojoną na zbliżającą się majówkę....








niedziela, 10 kwietnia 2016

Czerwono mi

W wielkich bólach  skończyłam sweterek dla mojego zajączka. W bólach, bo robiłam go z zapaleniem spojówek ucząc się nowego wzoru na szydełko. Efekt może nie jest dla mnie idealny ale zadowalający. Patrzę na to swoje "dzieło" i łapię  energię czerwonego koloru. Isia Królisia uśmiecha się do mnie, a ja mam nadzieję, że starczy mi tej pozytywnej energii na cały tydzień. 
Czego i Wam Kochani życzę. 
Miłego tygodnia.













poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Zajączek na zły nastrój

Smutny tydzień za mną. W początkiem wiosny powinnam tryskać energią, a tu wszystko jakoś nie tak. Depresja? Nie, zwykły chwilowy dół. Niestety nie mogłam podnieść się do góry. Wiele myśli, wiele rad i burza pomysłów w głowie. Z pomocą przyszła zabawa z moją córką i Melą.

Mela to zajęczyca, którą uszyłam kiedy Helenka zaczęła wyrastać ze swoich ubranek. Miała być modelem do prezentowania ubranek na sprzedaż. Wieszaki są przecież takie banalne. Mela ma ok. 60cm wzrostu. Niektóre ubranka Helenki pozostawiłam wtedy do zabawy. No i teraz właśnie nastał ten moment. Kiedy Helenka smażyła naleśniki dla lal, ja przebierałam Melę. W tamtym czasie uszyłam jeszcze jednego zajączka. Miał ok. 45 cm wzrostu. Nigdy jednak nie uszyłam mu ubranek. Nie potrafiłam przygotować wykroju, nie wiem, może po prostu nie miałam na niego pomysłu.
Nie mniej, teraz Helenka wymyśliła zabawę: Mela to mama, a mniejszy zajączek to jej córeczka. No i tu "zonk", bo zajączek był golusieńki.
No i co? Depresja, dół czy jak go tam zwał prysnął. Ze starej sukienki Helenki zrobiłam nową, malutką. Przy okazji stworzyłam sobie wykrój sukienki uniwersalnej, dopasowanej do małego wzrostu zajączki. Zaraz potem uszyłam kolejną sukienkę, potem sweterek na szydełku. Stwierdziłam, co tam jeden zając, uszyję jeszcze jednego. Druga sukienka musiała mieć przecież nowego właściciela. Potem jeszcze beret i buty. I tak siłą rozpędu mam w domu 3 zające, wykrój na sukienkę, pomysły na sweterki i buty. Muszę tylko dopracować stopy mojej zajączki. Wystarczyły dwa dni.
I to tyle w kwestii złego nastroju.  






Jeśli ktoś byłby zainteresowany zakupem zajączki to zapraszam.....