niedziela, 2 sierpnia 2015

Moja Lalylala

Nie pamiętam już kiedy ostatnio trzymałam szydełko w ręku. Jadąc na urlop zabrałam je  ze sobą wraz z najbrzydszą włóczką jaką miałam - w kolorze brzydkiej musztardy. Powiedziałam: jak mi nie wyjdzie, to wyrzucę i nie wrócę do tematu. Okazało się jednak, że z szydełkiem jest jak z jazdą na rowerze. Tego się po prostu nie zapomina. Jeszcze w szkole podstawowej i potem w liceum dziergałam szydełkowe serwetki. A teraz dla przypomnienia zrobiłam królika. Nie pokażę Wam go jednak, bo z powodu koloru nie lubię drania.  Może go kiedyś wzbogacę innymi kolorami i złagodnieje w moich oczach.

Nie mniej jednak królik mi się udał, a jakże. Idąc za ciosem postanowiłam zrobić Lalylalę. W poniedziałek zakupiłam odpowiednie kolory włóczek i zabrałam się do roboty.  Szydełko jest o tyle super, że nawet robiąc sobie przerwę w myciu okien, prasowaniu zasłon i robieniu przetworów mogłam chociaż na chwilkę zrobić jeden rządek moich "słupków". Helenka nie widząc namacalnego dzieła zupełnie nie interesowała się moją robótką. Ostatnio muszę brać ją do mojego biurka, gdzie towarzyszy mi przy szyciu. Wczoraj wieczorem skończyłam. Musiałam czekać do rana by zrobić zdjęcia. I tu szok. Helenka gdy zobaczyła moje dzieło aż zapiszczała z radości. Już się bałam, że ze zdjęć nici. Nie dziwię się, Lalylale są po prostu boskie. 
Jestem ciekawa, czy i Wam się spodobają. Ja na pewno na jednej nie poprzestanę. Będę robić w międzyczasie bo mam do zrobienia specjalne zamówienie dla mojego syna.....





 

3 komentarze: