niedziela, 28 grudnia 2014

Krasnal

Za dużo wolnego czasu. Od razu zaczynam kombinować. Już od dłuższego czasu miałam zamiar spróbować swych sił w filcowaniu.

 ...Te lale z pięknymi buziami. Jak na złość okazało się, że nie mam materiału na lalę. Wyszperałam więc jakiś stary sweterek w bladoróżowym kolorze i kilka skrawków materiału. W piątek wieczorem zmajstrowałam buziaka lalki.  W sobotę obleciałam KEN w poszukiwaniu materiałów. Znalazłam tylko jedną otwartą pasmanterię. Dla mnie nową. Jakieś dzikie tłumy w niej. Chyba nie byłam jedyną, której nudziło się w domu. Dzisiaj skończyłam. Pierwotnie miał to być skrzat dla mnie. Naoglądałam się lalek waldorfskich i chciałam mieć taką tylko dla siebie. Tak dla siebie. Pomyślałam, posadzę ją na półce przy oknie w kuchni i niech mi szczęście przynosi. Nawet imię już mu nadałam - Skrawek - bo w końcu z samych resztek materiałów.

Jak to w życiu bywa - szczególnie kiedy ma się jeszcze córcie - mój skrzat został przejęty przez maleńkie rączki mojej Helci. Jeszcze zanim uszyłam mu ubranko wyściskała go i "obiegła" cały dom. 

Pomyślałam: No dobrze, ja innym razem. Teraz niech królewna ma swojego krasnala. 
Być może pierwszego z siedmiu?











Brak komentarzy:

Prześlij komentarz